STRONA GŁÓWNA

W E D 
Wiejskie Ewangelizacje Dzieci 1999
Bóg na Swój niepowtarzalny i oryginalny sposób prowadził tę sprawę. Jego błogosławieństwo odczuwaliśmy każdego dnia. Jestem przekonany, że to błogosławieństwo wynikało z posłuszeństwa Jego woli i realizowania Jego planów.
Bóg przejął mnie losem dzieci na wsi i pokazał ogromną potrzebę dotarcia do nich z Ewangelią. Modląc się, szukając sposobu jak tego dokonać, przyszła mi myśl do głowy, by użyć przyczepy kempingowej. Wtedy była to "tylko" wizja, pomysł, idea. Dzisiaj są to już fakty.
Chcę napisać Ci o tym, co Bóg czynił i jak cudownie jest doświadczać Jego działania. 

Wielką zachętą dla mnie była współpraca z braćmi i siostrami z innych kościołów. Choć z różnych denominacji, mogliśmy współdziałać ze sobą na jednym polu misyjnym. 
W każdej wsi spotykaliśmy się najpierw z pewną dozą nieufności, podejrzliwości, nawet pewnej szorstkości. Jednak po kilku godzinach lody pękały i po bliższym "przyjrzeniu" się nam obdarzano nas życzliwością.
W pierwszej wsi sołtys osobiście pilotował nas swoim samochodem, aby wskazać miejsce spotkań. Trzeciego dnia babcia jednego z chłopców przyniosła tort i kawę dziękując w ten sposób za zorganizowanie zajęć. W innej wsi chłopcy przynieśli dwie reklamówki śliwek, dziękując za spotkania. (Ale nie zjedliśmy ich sami!). W następnej wsi, mama pewnej dziewczynki zaprosiła nas na kawę.
W innej wsi kierowniczka szkoły na terenie której stacjonowaliśmy, powiedziała, że musimy przyjechać za rok, i to na dłużej np. 5 dni. Ona z przyjemnością udostępni nam teren szkoły, budynek, łazienkę... Gdy wyjeżdżaliśmy dzieci nie chciały nas wypuścić: stawały w bramie, mówiły że przebiją nam opony, prosiły abyśmy zostali... Niektóre z nich miały naprawdę łzy w oczach. Nie tylko one...
Na nasze spotkania, przed i popołudniowe przychodziło średnio ok. 25 dzieci. W sumie, po odwiedzeniu czterech wsi, ponad 100 dzieci usłyszało Ewangelie. Tych wsi miało być pięć, ale w jednej natrafiliśmy na problem nie do rozwiązania. Otóż... nie było w niej dzieci! Na około 40 rodzin tylko 2-3 były z dziećmi. Tam gdzie one były, każdego dnia mieliśmy ok. 5 godzin nauczania prawd biblijnych poprzez śpiew, konkursy, historie biblijne i misyjne, różne opowiadania, wersety. Pozostały czas dzieci po prostu były z nami, bawiąc się, rozmawiając. Towarzyszyły nam od rana do wieczora. Niektóre przychodziły nawet bez śniadania i mycia. Były takie, które wieczorem szły do domu dopiero wtedy, gdy mama po nie przyszła, albo już było zupełnie ciemno.
Dzieciom, młodzieży i dorosłym rozdaliśmy prawie 500 różnego rodzaju traktatów i książeczek ewangelizacyjnych. Myślę, że w większości rodzin z tych wsi w których byliśmy znalazło się drukowane Słowo Boże. 

Ponad 50 dzieci zgłosiło chęć uczestnictwa w Korespondencyjnym Kursie Biblijnym. Do nich wszystkich wysłałem już pierwszą lekcje. Oby jak najwięcej z nich ukończyło go!
Rodzice byli zadowoleni, że ktoś zechciał coś zrobić dla ich dzieci. Bo one całe wakacje śmiertelnie się nudzą i nigdzie, nigdzie nie wyjeżdżają Zawsze robiłem krótką sondę na temat wakacyjnych wojaży dzieci. Naprawdę 99 % z nich spędza wakacje w domu. Stwierdziłem, że ludzie na wsi (dzieci, młodzież, dorośli - bo do tych wszystkich grup docieraliśmy) są dość otwarci na słuchanie Ewangelii. Ogromne znaczenie ma przebywanie wśród nich i konkretna pomoc oraz kontakt indywidualny. Wielokrotnie byli zdumieni, że jest coś innego niż kościół katolicki i że człowiek z obrączką na palcu może mówić takie rzeczy, jak ksiądz. (Niezupełnie oczywiście takie same). Ludzie ci uważają, że mówienie o Bożych sprawach, Biblii itp. jest zarezerwowane dla księży, zakonnic, ewentualnie katechetek. Większość z nich nie słyszała o innych wyznaniach poza kościołem katolickim (może oprócz Świadków Jehowy). Niektórzy myślą, że na całym świecie jest tak, jak na ich wiosce - wszyscy są katolikami...! W jednej z wsi był mecz piłkarski. Była to dla nas wyśmienita okazja do zwiastowania Ewangelii. Przyszła większość ludzi ze wsi i prawie wszyscy otrzymali broszurki, mieliśmy kilka rozmów. Zawsze mam ze sobą materiały dla młodzieży i dorosłych. 

Dzieci raz po raz zaglądały do przyczepy...
 
Pan Bóg otworzył nam drzwi do śmiałego zwiastowania Ewangelii również młodzieży. W pewnej wsi rozmawialiśmy z piątką młodych ludzi (18-22 lata) do późnej nocy.
Ich świat kręci się wokół totalnej nudy, dyskotek i przerw w czasie nauki w szkole. W tej właśnie kolejności. Brakuje im perspektyw, zachęty, zorganizowania czasu, kogoś kto pokazałby, że mu na nich zależy.

Przede wszystkim jednak brakuje im Chrystusa w sercu! Ale może to się już zmieniło. Otrzymałem odpowiedz kilku dziewczyn na pierwszą lekcję KSP jaką do nich wysłałem.
Chcę zacytować dwie z nich. Na pytanie: "Czy zaufałeś Panu Jezusowi jako swojemu osobistemu Zbawicielowi" odpowiedziały: "Tak". Kiedy? Oto co napisały:
"Po spotkaniu i rozmowie z panem Tomkiem i Wojtkiem". Justyna, lat 21.
"Tak naprawdę po spotkaniu z panem Wojtkiem oraz jego pomocnikami, a także po przeczytaniu odpowiedniej lektury." Anita, lat 20.
Na pewno te dziewczyny coś przeżyły.
 
Wizja, która otrzymałem od Boga rok temu, okazała się rzeczywiście od Niego. On Sam przygotował nam te miejsca, ludzi, możliwość pomocy materialnej. Osobiście jestem niezmiernie zachęcony oglądaniem Bożego działania i doświadczaniem Boga "w akcji". Z całą pewnością "(...) była nad nami dobrotliwa ręka naszego Boga (...)". (Por. Ezdr. 7, 9)
Myślę, że Bóg będzie rozwijał ten projekt. Odbieram Jego wyraźne prowadzenie i wolę kontynuowania tej pracy.

Relacje z ewangelizacji, jakie odbyły się w Polsce i na Mołdawii od roku 1998

Idźmy do dzieci razem!