W E D
Wiejskie Ewangelizacje Dzieci 
Polska, 28. lipca - 02. sierpnia 2008

       zobacz więcej zdjęć

Poranne słońce radosnymi promieniami otulało łany zbóż, a wiatr leniwie rozwiewał tumany kurzu za busem, którym jechałem po dzieci. Znam się z nimi już od kilku lat. I dziećmi to one właściwie były, kiedy je poznałem, teraz to już nastolatki w wieku 12-14 lat. Wszystkie pochodzą z ubogich, wiejskich rodzin. Dla większości z nich obóz, jaki właśnie rozpoczynaliśmy w ten poniedziałkowy ranek, będzie jedyną atrakcją tych wakacji. 

Udaliśmy się do miejscowości niedaleko Kalisza. Zamieszkaliśmy w domku, który na 6 dni stał się dla nas statkiem, płynącym po skarb. Trzech „marynarzy” i pięć „marynarek” znalazło swe kajuty na górnym i dolnym pokładzie (czyli na parterze i piętrze naszego domku)  i każdego dnia, intensywnie walczyło o prawo do otwarcia skrzyni ze skarbem. Dwie załogi: „Czerwonych” i „Zielonych” poza możliwością zdobycia wielkiego skarbu (którym okazały się pyszne słodycze), mogły odkrywać rano i wieczorem największe skarby, jakie znajdują się w Biblii. 

Już pierwszego dnia odkryliśmy, że „Biblia jest najlepszym przewodnikiem”. Podobnie, jak marynarze płynący po morzach i oceanach, muszą posługiwać się dokładną mapą, tak i w życiu potrzebujemy nieomylnych wskazań. Niestety, czasami pojawiają się piraci… Podobnie jest w naszym życiu, bo „Szatan jest naszym wrogiem”. Trzeciego dnia dzielni marynarze i marynarki odebrali ważną wiadomość: „Uciekaj od grzechu”! To było cenne ostrzeżenie, ratujące załogi przed mielizną błędu i zła. A jeśli już tak się stanie, co wtedy? Odkryliśmy, że nie jesteśmy zdani na własne siły, ponieważ „Jezus jest naszym ratownikiem”. 

Jego ratunek nie jest czymś, za co musimy zapłacić, w ogóle nic nie możemy zrobić, żeby zaskarbić sobie Jego pomoc, bo „Zbawienie jest Bożym darem”. To był kolejny skarb, jaki zdobyliśmy, prawda o Bożym zbawieniu, które dla każdego człowieka jest cudownym, niebiańskim prezentem! I tak, jak każda wyprawa morska kiedyś się kończy, tak i nasze życie, którego celem jest „Niebo – dom dla Bożych dzieci”. 

Oprócz odkrywania tych wspaniałych skarbów-prawd biblijnych, każdego dnia kąpaliśmy się w jeziorze, dzieci miały okazję płynąć jachtem i na kajakach, a nasz „statek” zawijał także do takich ciekawych miejsc, jak park gołuchowski ze stadem żubrów, danieli, dzików i koników polskich, czy najstarszego polskiego miasta – Kalisza, gdzie poza lodami, nie lada atrakcją było karmienie wiewiórek w miejskim parku. 

Z mojego punktu widzenia, czyli z mostka kapitańskiego :-) najważniejszą cechą tej "morskiej wyprawy" były wspólne rozmowy i pytania dzieci, jakie zadawały w czasie nauczania. Były takie chwile, kiedy naprawdę słuchały z wielką uwagą. Jestem przekonany, że prawdy Bożego Słowa zapadały im w serca. Czasami były zaskoczone, gdy chyba pierwszy raz słyszały o rzeczach, o których mówi Biblia. 

Wielką radością był dla mnie Radek, który nawrócił się rok temu. W tym czasie kilkakrotnie spotykałem się z nim (tak jak z pozostałymi dziećmi) na świetlicy w Kole, ale nie miałem okazji przekonać się, jak bardzo była to decyzja świadoma, a przeżycie trwałe. Niestety nie ma on możliwości, by wzrastać w gronie wierzących osób, ma bardzo trudną sytuację rodzinną. Właściwie, gdy myślę o nim, to wydaje mi się, że jest jak taki żarzący się węgielek, wyjęty z ogniska. A mimo to jego postawa, słowa, zachowanie różniły go od innych i widać było, że bije w nim serce chrześcijanina! Obserwując Radka na obozie, zobaczyłem człowieka rzeczywiście przemienionego. 

A pozostałe dzieci, pardon – marynarze i marynarki? Chyba jeszcze ciągle dryfują na falach grzechu, ale może dzięki takim „rejsom” jak ten, są już bliżej portu zbawienia? Wie to na pewno Największy z Kapitanów! Zachęcam Cię, Drogi Przyjacielu, abyś porozmawiał z Nim o tych dzieciach; abyś wspominał je w modlitwie może częściej niż tylko dzisiaj! Moim wielkim przywilejem było „popłynąć” razem z nimi, ale każdy z nas właśnie poprzez modlitwę może mieć wpływ na ich życie.

Po dniach przygotowań, kiedy wspólnie z Kasią omawialiśmy szczegóły i wykonywaliśmy różne pomoce, po czasie spędzonym wspólnie z dziećmi, jesteśmy zachęceni Bożym działaniem i wierzymy, że był to czas dobrego siewu i pracy Ducha Świętego w sercach tych dzieci. I tak, jak ogrzane w słońcu zboże, w końcu dojrzeje do żniwa, tak serca młodych „marynarzy” i „marynarek” też będą gotowe, by zaufać Ratownikowi. Oby jak najszybciej!

zobacz więcej zdjęć

       

Relacje z ewangelizacji, jakie odbyły się w Polsce i na Mołdawii od roku 1998

Idźmy do dzieci razem!