ARTYKUŁY
Odpowiedź dla Mołdawii!
Mołdawia to niewielkie państwo położone w Europie na północ od Morza Czarnego, na Wyżynie Besarabskiej. Leży między rzekami Prut (na granicy z Rumunią) i Dniestr (na granicy z Ukrainą) i przypomina północno-wschodnią, pagórkowatą część polskich Mazur. 

Po zakończeniu II wojny światowej Mołdawia, wcześniej znajdująca się pod panowaniem rumuńskim, stała się częścią ZSRR. Kraj jest niepodległy od 1991 roku, ale na jego terytorium nadal stacjonują rosyjskie siły zbrojne, rozmieszczone na wschód od Dniestru. Wspierają one proklamowaną przez ukraińsko - rosyjską większość Republikę Naddniestrzańską, swoiste państwo w państwie! Republika ta, uznawana tylko przez Rosję, kontroluje między innymi bardzo dochodową gałąź mołdawskiego przemysłu winiarskiego.

Jurij

Jurija poznałem w 2002 roku, na konferencji w Fagureni, niedaleko Kiszyniowa. Pokazywałem tam przeźrocza na temat Wiejskich Ewangelizacji Dzieci, które prowadzimy w Polsce od 1998 roku. Zaproponował mi przyjazd do Mołdawii i zorganizowanie ewangelizacji dla dzieci ze wsi. Po dwóch latach udało się je przeprowadzić. Wtedy, w 2004 roku, pojechaliśmy do Mołdawii we trójkę i pracowaliśmy na dwóch wsiach. Rok później było nas już 12 osób, z 7 różnych miast i 3 wspólnot chrześcijańskich. 

Isus Hristos este raspunsul - głosi napis w samochodzie Jurija, a po mołdawsku oznacza to "Jezus Chrystus jest odpowiedzią"! Jeszcze kilka lat temu, Jurij nie zajmował się Ewangelią. Prowadził sklep w Kiszyniowie. Po nawróceniu stwierdził, że musi zakończyć ten biznes. Gdy jego żona, Katia, zapytała z czego teraz będą żyć, Jurij odpowiedział: „Gdy byliśmy niewierzący, Bóg troszczył się o nas i nie dał nam zginąć z głodu. A miałby opuścić nas teraz, gdy jesteśmy Jego dziećmi?” 

Jurij i Katia mieszkają w Kiszyniowie. Pomimo, że to stolica, ich blok mieszkalny jest pozbawiony ciepłej wody, a ogrzewanie centralne zaczyna funkcjonować około grudnia! Pięć lat temu Bóg powołał Jurija do głoszenia Ewangelii na wsi. Zamienił swój stary samochód na mały, zniszczony domek w Greblesti, wsi oddalonej od Kiszyniowa o ok. 40 km. Przez rok on sam, jego żona i trójka dzieci, nie mieli w ogóle żadnego zabezpieczenia finansowego. Po prostu wierzyli, że Jezus jest odpowiedzią na ich potrzeby! Obecnie w wyremontowanym domku z zapleczem gospodarczym, spotyka się kościół. Najwięcej przychodzi dzieci! Gdy przyjechaliśmy do Greblesti, od razu doświadczyliśmy owoców pracy Jurija - przyjazna atmosfera, 40-60 dzieci na spotkaniach. Jurij jest niesamowitym ewangelistą. Ma bardzo dobry kontakt z ludźmi; właściwie z każdym potrafi dzielić się Ewangelią. Samochód Jurija to prawdziwy wóz ewangelizacyjny - wzdłuż całej przedniej szyby jego Forda Transita, leży kilkadziesiąt broszurek, które Jurij rozdaje nawet policjantom, kontrolującym go na rogatkach miasta! 

Larisa

Gdy cztery lata temu po raz pierwszy pojawiła się na spotkaniu, nie potrafiła mówić. Z początku po prostu siedziała i słuchała piosenek. Stopniowo jednak zaczęła włączać się w uwielbienie i próbowała śpiewać. Dzisiaj Larisa bez problemów komunikuje się z innymi. Owszem, słychać i widać pewną utrzymującą się niepełnosprawność, lecz dla Jurija i dzieci Larisa była i jest wielkim świadectwem Bożego działania! 

Grupa dzieci z Greblesti, którymi opiekuje się Jurij, mogłaby opowiedzieć nie jedno świadectwo Bożej mocy. Pewnego dnia zaczął padać deszcz. Przyszło kilkoro dzieci z pytaniem czy zaczniemy zajęcia. Jurij powiedział im, że mają iść na boisko i trzymając się za ręce modlić się, by deszcz przestał padać. My także modliliśmy się. Po ok. 15 minutach, przestało padać i rozpoczęliśmy spotkanie! Po raz kolejny dzieci mogły się przekonać, że Jezus jest odpowiedzią na każdy problem! 

Zina

Po zakończeniu ewangelizacji w Greblesti, ruszyliśmy w zupełnie nieznanym nam kierunku. Była to wieś Recea (czyt. Recia). Z ogromną radością odkryliśmy, że od jakiegoś czasu kilkuosobowa grupa młodych chrześcijan głosi tam Ewangelię dzieciom i młodzieży. Liderką tej pracy jest Zina. Jak się później okazało, jest ona także mistrzynią Mołdawii w taekwondo! Opowiedziała nam interesującą historię o powstaniu ich wspólnoty w wyniku nawrócenia się całej sekcji trenującej ten sport. Obecnie Zina i jej przyjaciele prowadzą Chrześcijański Klub Taekwondo, do którego uczęszcza ponad 100 młodych ludzi! Naturalnie oprócz zajęć czysto sportowych słyszą oni od swych instruktorów Ewangelię! Także i my możemy wiele nauczyć się od tej grupy. A kto wie, może zaprosimy naszych przyjaciół taekwondzistów do Polski i zorganizujemy chrześcijański obóz sportowy dla dzieci? 

Slavik

W czasie naszego pobytu na Mołdawii, podzieliliśmy się na dwa zespoły. Jeden pozostał współpracując z Jurijem, drugi udał się do Barboieni, wsi leżącej tuż nad granicą z Rumunią. Jedyną osobą, która głosi tam Ewangelię jest Slavik. Mieszka razem z żoną i siedmiorgiem dzieci oraz chorą teściową. Przez trzy dni gościliśmy w jego domu, który sam zbudował. W tej wsi nie ma zwyczaju, by sąsiad wspierał sąsiada. Każdy pomaga tylko sobie... Dodatkowo, mieszkańcy wioski zdystansowali się wobec rodziny innej niż wszystkie - nie prawosławnej... Byliśmy pod wielkim wrażeniem, widząc, jak Slavik idzie wraz ze swoją rodziną pod prąd, na przekór przeciwnościom. Wierzy, że odpowiedzią na ich trudne położenie jest Jezus! Jemu powierzył swoje życie i całą rodzinę! Gdy wyjeżdżaliśmy do niego, Jurij przygotowywał nasz pięcioosobowy zespół na 20 może 30 dzieci. Jednak naszemu bratu udało się zgromadzić ich ponad 100! W ciągu trzech dni wspólnie ze Slavikiem głosiliśmy Ewangelię nie tylko dzieciom, ale młodzieży i dorosłym. Wielu z nich stawia poważne pytania dotyczące wiary, Boga, sensu życia. Niestety często tracą czas szukając odpowiedzi tam gdzie ich nie ma: w alkoholu, seksie, przemocy... Tak bardzo chcieliśmy, aby zrozumieli, że odpowiedzią jest Jezus! Rodzina Slavika, żyjąc wśród tych ludzi, codziennie stykając się z nimi, jest tego namacalnym dowodem. Na szczęście Mołdawia posiada wielu takich misjonarzy, gotowych poświęcić swoje życie, by zobaczyć wioski, miasta - cały kraj przemieniony Bożą mocą!

Uliana

W czasie naszych spotkań na 4 wsiach poznaliśmy około 250 dzieci! Wszystkie oczywiście mówią po mołdawsku, który jest praktycznie kopią języka rumuńskiego, zupełnie nam nieznanego... Jednak jak chyba wszędzie na świecie, te dzieci potrafią czytać myśli i rozumieją mowę serca! Podczas nauczania tłumaczono nas z rosyjskiego na mołdawski, a dzięki temu, że był z nami Janek, który jest Mołdawianinem od 7 lat mieszkającym w Polsce, mogliśmy pozwolić sobie na komfort mówienia po polsku. Z dorosłymi rozmawialiśmy po rosyjsku. Przy okazji stwierdziliśmy, że Pan Bóg ma ogromne poczucie humoru – głosiliśmy Ewangelię w języku, którego naukę niegdyś bojkotowaliśmy w szkole, uważając to za przejaw patriotyzmu...! 

Na każdej wsi nasze zajęcia z dziećmi prowadziliśmy przez trzy dni. Każdy dzień składał się z dwóch spotkań: przed- i popołudniowego. Zawierały one takie elementy, jak: lekcje biblijne, śpiew, pantomimę, konkursy, prace ręczne. Poza tym dzieci po prostu były z nami, bawiły się, grały w różne gry, brały udział w zajęciach sportowych. Były też specjalne punkty programu, jak np. lody dla wszystkich! 

Uliana była jedną z dziewczynek, która przychodziła na spotkania w Barboieni. Miała nie więcej niż dwanaście lat, piękne oczy i spracowane ręce... Jej rodzice i dwaj młodsi bracia, codziennie najmowali się do pracy u któregoś z gospodarzy. Uliana pochodzi z jednej z najbiedniejszych rodzin w tej wsi. Gdy pojechaliśmy do niej, aby zawieźć trochę rzeczy, właśnie szorowała podłogę. Tak spędza wakacje większość dzieci na mołdawskich wsiach – pracując! Edukację szkolną kończą dość wcześnie, ponieważ bardzo często sami rodzice nie są zainteresowani kształceniem dzieci. Nauka kosztuje, a przede wszystkim pozbawia rodzinę rąk do pracy! To dość powszechne myślenie wśród rodziców. Patrząc na tak zdolne i inteligentne dzieci, jak Uliana, już rok temu zrodził się w naszych sercach pomysł umożliwienia im nauki w chrześcijańskiej szkole w Kiszyniowie. W ten sposób dalibyśmy im ogromną szansę zdobycia lepszego wykształcenia i zawodu, szansę na dosłownie nowe życie i rozwój w dobrej duchowej atmosferze. Rozpoczęliśmy już przygotowania do realizacji tego projektu. Potrzeba ludzi, który pomogliby sfinansować naukę Ulianie i jej podobnym dzieciom! Wiemy, że Jezus jest odpowiedzią dla wszystkich dzieci na Mołdawii! Wierzymy, że to właśnie On mówi do nas, abyśmy okazali Jego miłość w praktyce i modlimy się, aby Uliana i każde inne dziecko mogło jej doświadczyć! Czy dołączysz do naszej modlitwy!?

Joniel

Sensem naszej wyprawy misyjnej do Mołdawii było oczywiście głoszenie Ewangelii dzieciom. Wielkim naszym szczęściem była możliwość oglądania tych, którzy w modlitwie oddali swe serca Jezusowi! Po jednym ze spotkań, zgłosiło się kilkanaścioro dzieci. Jurij wziął je nieco na bok i gdy reszta po skończonym spotkaniu rozchodziła się do domów, po krótkiej rozmowie poprowadził je w modlitwie. Jednym z nich był Joniel... 

Nie pamiętam, żeby Joniel kiedykolwiek przyszedł na spotkanie w butach. Jak każde dziecko lubi się bawić, śmiać, grać w piłkę, ale chyba nie za bardzo lubi wracać do domu... Jego rodzice niestety nadużywają alkoholu, nie troszcząc się ani o syna, ani o czwórkę pozostałych dzieci. Są dni, kiedy ten subtelny dziesięciolatek nie wie, czy w ogóle będzie coś jadł... Często takie dzieci jak Joniel wcześnie rano prowadzą krowy, czy owce na oddalone pastwisko i cały dzień spędzają tam z nimi. Zastanawialiśmy się, dlaczego niektóre dzieci pomimo słonecznego, gorącego dnia, mają na sobie swetry, czapki, kurtki... Zrozumieliśmy, że gdy rano idą ze zwierzętami, jest jeszcze chłodno i podobnie wieczorem, gdy wracają. Po prostu cały dzień na pastwisku... Zdarza się, że jedzą tylko to, co włożyli do kieszeni wychodząc z domu! Joniel nie mówi dużo, za to słucha uważnie i jest jednym z najwierniejszych dzieci, przychodzących na spotkania. 

Choć trudno o tym pisać, na Mołdawii spotkaliśmy dzieci żyjące z pustką emocjonalną i duchową; które tulą głowę, gdy chce się je pogłaskać; dzieci, które grzęzną w koleinach życia dorosłych, wytyczonych przez grzech... Patrząc na nie, obserwując ich życie, wołaliśmy o cud, o to by Bóg coś zrobił... Naszą modlitwę i wołanie do Boga, dobrze streszczają słowa z księgi Izajasza: „Obyś rozdarł niebiosa i zstapił...” (Izaj. 64, 1 BT). Wieczorami, przeglądając w pamięci miniony dzień, rozmawiając ze sobą, czuliśmy się wręcz przytłoczeni rozmiarem potrzeb i skalą panoszącego się w tym kraju grzechu. 

Wiemy jednak, że niebiosa nad Mołdawią nie są zamknięte! Wiemy, że dla Joniela i dla wszystkich jego kolegów i koleżanek, 20 wieków temu, zstąpił z nieba Jezus i wciąż jest blisko nich! Dlatego właśnie tam pojechaliśmy – aby powiedzieć o Nim i praktycznie okazać Bożą miłość! Aby zachęcić naszych braci i siostry w ich zmaganiach i aby zapewnić ich, że nie są sami, że mają przyjaciół w Polsce! Aby dzieci i dorośli mogli poznać swego Największego i Najlepszego Przyjaciela - Jezusa Chrystusa!

Jesteśmy ogromnie uprzywilejowani mogąc uczestniczyć w budowaniu Bożego Królestwa, nie tylko w naszym kraju, ale także poza jego granicami. Czujemy się zaszczyceni, że Pan Bóg zdecydował posłużyć się nami i uznał nas za godnych współpracowników, pomimo wielu naszych braków i niedoskonałości. Czy chcesz dołączyć do nas!? Możesz to zrobić już dzisiaj - po prostu zacznij modlić się o Mołdawię! Jezus kocha ten mały, biedny kraj i chce zmienić jego oblicze. Jeśli Bóg porusza Twoje serce módl się, aby Pan pokazał Ci jakimi drogami chce Cię poprowadzić. On jest odpowiedzią dla Mołdawii i dla Ciebie!

Idźmy do dzieci razem!